Czy praca duchowa jest syzyfowa?

Obraz Free-Photos z Pixabay

Mam zwyczaj dosyć często, prawie codziennie słuchać Ewangeliarza:
http://www.mateusz.pl/czytania/2020/

Dzięki temu mam kontakt z Biblią, która regularnie czytana staje się bardziej zrozumiała. Z drugiej strony bardzo cenne są dla mnie komentarze ojca Wojciecha Jędrzejewskiego.

Wczorajszy tekst uświadomił mi coś ważnego, czym chciałbym się podzielić. Zaznaczam, że wnioski, o których piszę oparte są o moje życiowe doświadczenie i lekturę  Pisma Świętego. Nie jestem księdzem, nie mam wykształcenia teologicznego poza tym co wyniosłem z lekcji religii. Postępuję jedynie zgodnie z tym co pisał kiedyś św Tomasz z Akwinu wymieniając w punktach warunki potrzebne aby dojść w życiu do świętości czyli po prostu w pełni zrealizować swoje życie. Jednym z tych punktów brzmiał : “Wyciągać wnioski z własnych doświadczeń”

Przytoczę wczorajszy tekst z listu św Jana:

“Najmilsi: Nowina, którą usłyszeliśmy od Niego i którą wam głosimy, jest taka: Bóg jest światłością, a nie ma w Nim żadnej ciemności. Jeżeli mówimy, że mamy z Nim współuczestnictwo, a chodzimy w ciemności, kłamiemy i nie postępujemy zgodnie z prawdą. Jeżeli zaś chodzimy w światłości, tak jak On sam trwa w światłości, wtedy mamy jedni z drugimi współuczestnictwo, a krew Jezusa, Syna Jego, oczyszcza nas z wszelkiego grzechu. Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy. Jeżeli wyznajemy nasze grzechy, Bóg jako wierny i sprawiedliwy odpuści je nam i oczyści nas z wszelkiej nieprawości. Jeśli mówimy, że nie zgrzeszyliśmy, czynimy Go kłamcą i nie ma w nas Jego nauki. “

Powyższy tekst był dla mnie zawsze pretekstem aby wierzyć, że chrześcijanin to taki Syzyf, który pomimo ciągłej pracy nad sobą, będzie nosił piętno grzesznika. Wyzbycie się jednego grzechu nie kończy całego trudu a podnosi nam jedynie poprzeczkę. Nigdy nie będę mógł spojrzeć sobie w oczy z godnością i powiedzieć jest ok. I co najważniejsze: Zawsze będę musiał chodzić do spowiedzi.

 I tutaj następuje pewne przełożenie środka ciężkości. Zamiast chęci wyzbywania się wad pojawia się problem co za miesiąc zaniosę przed konfesjonał. Czy warto się w ogóle poprawiać. Lepiej może co miesiąc przychodzić z tym samym żeby nie stać się “kłamcą” który nie ma się z czego spowiadać.

Wczoraj  spojrzałem na ten tekst zupełnie w inny sposób. Odkryłem u siebie taki mechanizm ucieczkowy, który powoduje, że nie chcę pewnych aspektów osobowości oświetlać. Są to takie miejsce, które tkwią we mnie od zawsze. NIe było momentu złamania przykazania więc trudno to nazwać grzechem jak to czynimy w przypadku np. kradzieży. Co więcej fakt, że to jest w nas od zawsze skłania nas do wiary, że zawsze tak będzie i że nazywanie tego grzechem napiętnuje nas  i uczyni smutnym. Stąd ta ucieczka. W moim przypadku taką cechą była chęć imponowania innym, z którą zawsze wiązała się odrobina poczucia wyższości. Co takiego odkryłem w tym fragmencie? Ważnym zdaniem jest tutaj “Bóg jako wierny i sprawiedliwy odpuści je nam i oczyści nas z wszelkiej nieprawości”.  Oznacza to dla mnie tyle, że wystarczy przyznać się przed samym sobą, że coś w nas tkwi i zanieść to na modlitwie Bogu a wada ta stopniowo zniknie. Bliższe jest to mądrej akceptacji nas samych z wadą której nie akceptujemy niż  nerwowemu wybielaniu własnego serca aby móc łatwiej zaakceptować tym kim jesteśmy 

Pamiętajmy, że spowiedź to sakrament pojednania, który powinien być stosowany w przypadku gdy popełniliśmy grzech ciężki i potrzebujemy pojednania z Bogiem z którym zerwaliśmy łączność. NIe powinniśmy patrzeć na naszą grzeszną osobowość zbyt surowo i dramatycznie. Nasza niedoskonałość nie oddziela nas od Boga. Prędzej nasz własny wstyd. 

Według mnie prawdziwa wiara zaczyna się na styku psychologii i duchowości. Wiara jest tam gdzie trafiamy na coś niemożliwego  a mimo to wierzymy, że dzięki Bogu jest to możliwe. Psychologia razem z psychoterapią, wiedzą o naszych zdolnościach poznawczych i mechanizmach ucieczki pozwala nam  lepiej poznać samych siebie. Gdy mamy odwagę dotrzeć do naszych ciemnych zakamarków, miejsc gdzie czujemy się bezsilni, to pojawia się szansa  na wzrost naszej wiary. Oprócz psychoterapii ważna jest też modlitwa. Często ona sama wystarczy, gdy znamy siebie już na tyle, że możemy modlić się głębiej niż tylko na poziomie spełniania religijnego obowiązku.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *