Keidy warto ratować świat?

Tak jak obiecałem w poprzednim poście (http://photocc.pl/czy-wolno-mi-zejsc-z-kanapy/), w którym opowiedziałem początek mojej drogi artystycznej, w tym artykule dopowiem co mają wspólnego własne marzenia z naszą misją. Mam na myśli działania, które mogą wnieść coś ważnego do szeroko pojętego społeczeństwa.

Wspomogę się doświadczeniem z własnego życia: Od momentu zapisania się na pierwszy kurs rysunku aż do egzaminów na uczelnię plastyczną towarzyszyło mi przekonanie o potrzebie bycia autentycznym. Byłem w tym konsekwentny na tyle, że praktycznie nie poświęcałem swojego czasu innym. Pomijałem wszystkie zaproszenia do uczestnictwa we wszelkiego rodzaju wolontariatach, kierując się przekonaniem, że jeśli tego nie chcę to nie będę siebie oszukiwał. Zaprzestanę prób pomagania ludziom potrzebującym. Wiedziałem, że w moich działaniach altruistycznych będzie się krył element przekupstwa. Liczenie na to, że w zamian za moje poświęcenie los spełni moje najskrytsze marzenia. Wolałem uniknąć handlu i wierzyć, że jeśli Bóg istnieje i się mną opiekuje to da mi wszystko za darmo. 

Funkcjonował tak  przez kilka lat. Robiąc ogromne postępy w nauce akwareli, goniąc za sukcesem i koncentrując się coraz bardziej na sobie. Aż w końcu złamał mnie wielki kryzys emocjonalny. Pustka, brak sensu. Rozpacz.

W takim stanie trafiłem do wspólnoty religijnej Sant ‘Egidio (https://www.santegidio.pl/)

Tam dokonał się we mnie zwrot o 180 stopni. Otwarcie na drugiego człowieka nastąpiło gwałtownie. Jednocześnie okazało się, że mam w sobie ogromne pokłady dobra, które mogę bezinteresownie dać potrzebującym. 

Czy w takim razie decyzja by iść za marzeniami była zła? Czy kryzys, który przeszedłem był potrzebny? Uważam, że nie było pomyłki. Może zagalopowałem się za daleko i zabrakło gdzieś wdzięczności za to co otrzymałem. Byłem osobą głęboko zamkniętą na prawdziwe i uszczęśliwiające relacje z innymi ludźmi. Potrzebowałem czasu aby się zmienić. Poznać siebie samego lepiej. Może uderzenie w dno było niezbędne aby docenić to czego doświadczam teraz.

Uważam, że odwaga związana z decyzjami związanymi z osobistym szczęściem przekłada się potem na skuteczność w dawaniu dobra innym. Poznanie siebie uczy co mogę dać drugiemu człowiekowi a co powinienem pozostawić sobie aby nie narazić siebie na nadużycie a w konsekwencji zniszczenie przez drugiego człowieka. Tak, ten drugi człowiek – potrzebujący może nas zniszczyć swoim roszczeniowym podejściem do życia. Ledwie się obejrzymy a szczęście dawania zmieni się w koszmar zaniedbania samego siebie.

W następnym artykule dokończę tę historię. Kolejne artykuły będą bardziej praktyczne i mam nadziej, że pomogą wam wyruszyć w drogę na spotkanie z waszymi marzeniami.


Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *